poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 1

2014

Czemu mnie to zawsze spotyka? Czemu tylko ja nie mogę mieć osoby, która będzie mnie kochać? Miałam jednego chłopaka, ale okazał się porażką i zerwałam z nim na drugi dzień gdy okazało się, że on ma już inną dziewczynę. Nie wiem dlaczego, ale ja wolę bardziej takich " złych chłopców " nie lubię takich cieniasów,  bo z nimi nie ma co robić, a taki " zły " ma tysiące pomysłów w głowie. Wiem, że mało takich chodzi po naszych ziemiach, ale co ja mam zrobić? Westchnęłam cicho i usłyszałam jak ktoś krzyczy do mnie.
- Selena, masz klienta, ja nie mogę teraz bo odbieram towar! - krzyknęła do mnie koleżanka z pracy. Pracowałam w salonie fryzjerskim, lubiłam pracować z nożyczkami i szczotką, to miłe zajęcie. Podeszłam do klienta.
- jak dzisiaj ścinamy panie Fenty? - spytałam z lekkim uśmiechem.
- dzień dobry dziecko! Tak jak zawsze, mam już trochę przydługie włosy, przydałoby się je skrócić..- zaśmiał się. Pan Fenty to facet w sędziwym wieku. Zawsze tu przychodzi, bo mówi,  że tu najlepiej ścinają i można porozmawiać,  a w innych salonach po prostu nie pozwalają.
- co tam ciekawego słychać na świecie?- spytałam i gdy już wszystko przygotowałam zaczęłam ciąć.
- a wiesz, ostatnio w gazecie pisali, że jakieś gangi szaleją na ulicach po zmroku i żeby lepiej nie wychodzić na zewnątrz..- odpowiedział będąc bardziej skupionym na tym co ja robię.
- znów? Oby nikomu nic się nie stało..- odpowiedziałam, a w myślach dodałam " aby mi nic się nie stało " dzisiaj mam drugą zmianę i kończę o 18, a jest zima, więc szybko robi się ciemno. Oby nikt mnie nie zaczepił. Gdy skończyłam pożegnałam się z klientem i wróciłam do swojego poprzedniego zajęcia czyli przeglądania gazety.
Gdy już skończyłam swoją zmianę założyłam płaszcz i szalik wyszłam z salonu zamykając go na klucz. Jutro mam na pierwszą zmianę, na szczęście. Ruszyłam w stronę domu nawet nie oglądając się za siebie. Jeśli mniej wiem, mniej się boję. Gdy byłam już przy swojej bramie zauważyłam jakiąś postać, która siedziała pod furtką.
- kim jesteś i co tutaj robisz? - spytałam lekko drżącym głosem.
- mogłabyś tak nie wypytywać tylko mi pomóc?! Potrzebna mi jest apteczka! - warknął w moją stronę. Miał kaptur na głowie, więc nie widziałam jego twarzy. Albo to był zwykły chłopak, albo któryś z tych gangów.
- zaraz przyniosę..- odpowiedziałam i ruszyłam do domu.
- a może byś mi trochę pomogła wstać, nie mam zamiaru tutaj dalej siedzieć..- odezwał się z bólem w głosie. Zatrzymałam się w miejscu. Co robić?! Selena myśl! Wpuścić go do domu?! A jak on tylko udaje i jak wejdzie do środka to mnie okradnie?! A jak na prawdę potrzebuje pomocy?! Myśl!  Raz się żyje, nie? Zawróciłam się i podeszłam do niego. Złapałam go pod ramię i pomogłam mu wstać. Zawiesił ramię na mojej szyi.
- prowadź..- szepnął rozglądając się dookoła. Ruszyłam w stronę drzwi swojego mieszkania. Otworzyłam drzwi i wprowadziłam go do środka. Zamknęłam drzwi kopniakiem i zaprowadziłam go do salonu. Zostawiłam go na kanapie i zdjęłam płaszcz wraz z szalikiem. Pobiegłam do kuchni po apteczke. Gdy wróciłam chłopak leżał z podwiniętą bluzą, na brzuchu miał rane, wygląda na daną nożem. Spojrzałam na niego.
- opatrz to, chyba umiesz, prawda? - spytał.  Nadal miał kaptur na głowie.
- zdejmij kaptur jesteś w domu..- mruknęłam cicho siadając koło niego.- gdzie się tak załatwiłeś? - spytałam wyciągając potrzebne rzeczy z apteczki.
- mniej pytań ślicznotko..- odpowoedział.  Przyłożyłam wacik nasączony wodą utlenioną do jego rany aż syknął.
- musi boleć..- powiedziałam od razu. Uniosłam na niego wzrok. Już nie miał kaptura. Jego włosy były poczochrane i trochę przydługie jak na normalnego chłopaka. Westchnęłam cicho. A później mnie oświeciło.
- to ty! - powiedziałam odsuwając się od niego.- to ty zabijasz tych niewinnych ludzi..- dodałam.
- gdyby byli niewinni to bym ich nie zabijał! Każdy musi ponieść jakieś konsekfencje! - powiedział przez zaciśnięte zęby.- opatrz mi tą ranę, a obiecuję, że już nigdy więcej mnie nie zobaczysz! - dodał przyciągając mnie do siebie za rękę. Zacisnęłam zęby i opatrywałam mu dalej rany.
- powinieneś się obciąć tak jakby masz za długie włosy..- odezwałam się po kilku minutach.- wstań muszę owinąć cię bandarzem, bo plastra nie mam..- dodałam gdy przeczyściłam mu ranę. Wstał a ja wzięłam bandarz i zaczęłam go owijać. Po chwili wstałam z kolan, bo ta pozycja była dość dziwna. Spojrzałam na niego, a na jego twarzy widniał łobuzerski uśmiech.
- śmieszne..- mruknęłam i musiałam się do niego przybliżyć, aby owinąć bandarz na jego plecach.
- to też nie jest niczego sobie..- zaśmiał się i złapał za moje ramiona.- choć, muszę powiedzieć, że wcześniejsza bardziej mi się podobała..- szepnął do mojego ucha, aż przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze. Odsunęłam się od niego.
- tam masz drzwi i nie chce cię więcej widzieć na oczy!- wskazałam palcem na korytarz. Prychnął pod nosem.
- chyba się tu kimne i tak nie mam co robić na mieście..- wzruszył ramionami, siadając na kanapie.
- chyba sobie teraz żartujesz! Nie ma takiej opcji! - krzyknęłam, biorąc swój płaszcz. Zawiesiłam go na wieszaku w przedpokoju. Wróciłam do salonu, a on już leżał na kanapie z zamkniętymi oczami.
- to chyba jakieś żarty! - powiedziałam sama do siebie wyrzucając ręce do góry.- żarty po prostu żarty..- mówiłam do siebie idąc do kuchni. Nalałam wody do czajnika i  postawiłam na gaz. Muszę wypić mocną kawę, aby się obudzić, bo ja chyba śnie! Zasypałam dwie łyżeczki kawy do kubka i czekałam aż się woda zagotuje.
- dla mnie też możesz zrobić kawe..- usłyszałam jego głos. Zamknęłam na chwile oczy. Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.- tak, do ciebie mówię, miałem dzisiaj ciężki dzień w pracy, należy mi się..- dodał.
- to idź do siebie i sobie wypij, ode mnie nic nie dostaniesz, ciesz się, że opatrzyłam ci tę cholerną ranę! - powkedziałam przez zaciśnięte zęby.
- ej, księżniczko, nie takim tonem proszę, dobrze?! Poprosiłem cię tylko o kawę..-odpowiedział podchodząc do mnie.
- poprosiłeś, ty nakazałeś mi zrobić tobie kawę, to nie jest proszenie! - prychnęłam i siadłam na blacie.
- ty nic nie rozumiesz. Właśnie zadarłaś z jednym z najgoźniejszego gangu na świecie, albo robisz tą kawę, albo londujesz dwa metry pod ziemią! - powiedział niskim głsem gdy był już koło mnie. Spojrzałam na niego.
- trzy kapcie w bok ode mnie!- warknęłam przez zęby.
- wow, widać nic nie kumasz, jesteś taka tępa? Inni na twoim miejscu srali by już po gaciach! - zaśmiał się.
- ale ja nie jestem "inni"- odpowiedziałam robiąc cudzysłów w powietrzu przy ostatnim słowie. Pokręcił głową na boki.
- więc możesz zrobić mi kawę? Proszę? - spytał z naciskiem na ostatnie słowo. Spojrzałam na niego z głupim uśmiechem.
- oczywiście..- odpowiedziałam i zasypałam drugi kubek kawą. Siadłam z powrotem na blacie kuchennym i oparłam głowę o szafki za mną.
- miałaś już jakiegoś chłopaka? - spytał po kilku chwilach ciszy. Pokiwałam przecząco głową. Tamten na jeden dzień chyba się nie liczy, prawda?
- ja wiem co innego..- dodał po chwili.
- co mnie obchodzi, że wiesz coś innego, to moje życie ja w twoje się nie mieszam, więc proszę cię o to samo..- powiedziałam i woda zaczęła się gotować.

- siedź, ja zaleje..- wstał z miejsca i wyłączył gaz. Zalał dwa kubki i odstawił czajnik. Wzięłam swoją kawę i upiłam łyk.- nie słodzisz? - spytał.
- nie, wolę pić gorzką..- odpowiedziałam. Usiadł na blacie obok mnie.
- miałam jednego chłopaka..- odezwałam się po kilku minutach ciszy. - ale tylko jeden dzień, okazało się, że on ma inną dziewczynę..- dodałam próbując się uśmiechnąć.- kochałam go, ale wyszło jak wyszło..- powiedziałam cicho i otarłam jedną łze.
- um.. to musiało być cieżkie jak dla ciebie, współczuję ci, tacy goście są szmatami, nie zasługują na życie..- odpowiedział. Spojrzałam na niego.
- jak masz na imię?- spytałam.
- nie wiesz jak mam na imię, a wiesz, że zabijam? - spytał patrząc na mnie.
- mniej więcej tak to wygląda..- uśmiechnęłam się lekko.
- Louis, jestem Louis, ale mam nadzieję, że nie wykablujesz na policje..- spytał celując na mnie palcem.
- spokojnie, nie chodzę tam, za daleko jak dla mnie..- powiedziałam z uśmiechem.
- więc.. a ty? Jak masz na imię?- spytał.
- wiesz o mnie dużo rzeczy, a nie wiesz mojego imienia?- odpowiedziałam pytaniem.
- mniej więcej tak to wygląda..- powtórzył moje słowa i się zaśmiał.
-Selena.. mam nadzieję, że nie weźmiesz mnie jako alibi w sądzie..- powiedziałam patrząc na niego.
- nie chodzę tam, bo tam jest diabeł, a tak na marginesie to się diabłów boję, więc nie mam tam czego szukać..- wzruszył ramionami i dopił swoją kawę. Westchnęłam cicho.
- jesteś tak jakby mało poważny jak na gangstera..- mruknęłam zmęczona, ta kawa zamiast mnie obudzić to mnie uśpiła.
- wszyscy mi to mówią, ale o to chodzi, z pozoru śmieszny chłopak, miły, a tak na prawdę na swoim koncie ma wiele ludzkich żyć..- odpowiedział patrząc w sufit.
- o tym akurat nie musiałeś mi przypominać..- szepnęłam i zamknęłam oczy.
- jesteś zmęczona, może lepiej zaniosę cię na górę?- spytał. Pokiwałam przecząco głową, ale on i tak wziął mnie na ręce i wniusł na górę.- które drzwi? - spytał. Pokazałam palcem na dzwi n końcu korytarza. Złapałam się jedną ręką jego szyi, aby nie spaść.
- prześpij się w gościnnym, jutro rano zobaczę co z twoją raną i zetne ci włosy, masz strasznie długie..- powiedziałam ledwo kontaktując.
- nie ma sprawy szefowo..- zaśmiał się i położył mnie na łóżko.- dobranoc..- szepnął i wyszedł z mojego pokoju.

Obudziłam się wcześnie rano. Dzisiaj mam na pierwszą zmianę czyli na 10 muszę być w pracy. Wstałam z łóżka i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam na siebie nowe ubrania. Zeszłam na dół do salonu, a na kanapie leżał Louis. Westchnęłam cicho. Myślałam, że wczorajszy dzień to tylko sen, a on jednak tu jest..
- wstawaj, zaraz muszę iść do pracy..- szturchnęłam go.
- a śniadanie jest? - spytał. Uniosłam jedną brew do góry.
- nie ma..- odpowiedziałam.
- to spadaj..- mruknął i poszedł dalej spać.
- wstawaj do cholery jasnej, nie będę ci żadnego śniadania robić! - krzyknęłam patrząc na niego.
- no już wstaje..- mruknął i podniusł się z kanapy.
- no ja mam nadzieje..- powiedziałam i poszłam do kuchni, aby zrobić SOBIE coś do jedzenia.
- dostanę chociaż jedną kanapkę?- spytał gdy już jadłam. Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
- tylko jedną..- odpowiedziałam podsuwając talerz w jego stronę. Spojrzał na mnie, a później na talerz. Wyciągnął ręke i zamiast jednej to wziął 4!
- no ja się pytam czy ty jesteś normalny?!- spytałam patrząc na śmiejącego się chłopaka.
- wiesz z pozoru..-  wzruszył ramionami.- to co mówiłaś z włosami.. zetniesz je?- spytał patrząc na mnie.
- czemu nie, dziwnie wyglądasz z tymi włosami..- odpowiedziałam, jedząc kanapkę.
- a herbaty dostanę? - spytał z lekkim uśmiechem.
- a co ty odwalasz? Ty powinieneś mnie straszyć, abym się ciebie bała!- powiedziałam patrząc na niego.
- jak ciebie nie da rady przestaszyć!  Jesteś na to odporna..- wzruszył ramionami.- widać słaby jestem w swoim zawodzie, Zayn mnie wyrzuci..- westchnął cicho i spuścił głowę w dół.
- kto to Zayn?-spytałam patrząc na niego.
- mój szef, jest jeszcze gorszy niż ja, w ogóle nie zna się na żartach i w ogóle się nie uśmiecha..- odpowiedział, jedząc kanapke.
- no to ci współczuje takiego szefa..- odpowiedziałam.- masz tą herbate, po się zaraz popłaczesz..- dodałam i podsunęłam w jego stronę kubek z cieczą.
- dzięki..- powiedział i napił się.
- no to co.. obcinamy ci włosy?-spytałam z lekkim uśmiechem.
- no, ale tak nie za krótko, bo będę jeszcze gorzej wyglądał niż wyglądam..- odpowiedział.
- spoko, zaraz wracam..- uśmiechnęłam się i poszłam na górę do łazienki. Wzięłam nożyczki i grzebiń. Wróciłam na dół.- siadaj, muszę to szybko załatwić, bo mam zaraz do pracy..- odsunęłam krzesło i gdy usiadł zaczęłam obcinać. Po kilku minutach skończyłam.
- dobra, tam masz małe lusterko i zwijaj się,  bo muszę iść do pracy..- mruknęłam i wstawiłam talerz po kanapkach i kubek po herbacie do zlewu.
- wow, masz dar w rękach, chyba ppodeśle resztę do ciebie..- odezwał się, przeglądając się w lusterku.
- bo zaraz będę brać po £ 10 za każde obcięcie..- uśmiechnęłam się i posprzątałam jego włosy z podłogi.- dobra, bo zaraz się spóźnie, a dzisiaj ja otwieram..- dodałam i nałożyłam na siebie buty, płaszcz i szalik.- idziesz? - spytałam wychodząc na zewnątrz. Zamknęłam drzwi na klucz gdy on już wyszedł.- na razie..- pożegnałam się z nim i ruszyłam w stronę salonu. Mam nadzieję, że dzisiaj będzie inaczej niż wczoraj, że dotrę spokojnie do domu, bez żadnej przylepki. Gdy byłam już w salonie zdjęłam płaszcz i odwiesiłamm go na wieszak na zapleczu.
- wyspałaś się? Nikt cię nie zaatakował po drodze?- usłyszałam koło siebie smutny głos Olivii.  Spojrzałam na nią.
- mnie nie, a coś się stało, że jesteś taka smutna?- spytałam idąc po swój uniform.
- wiesz.. Kim została zamordowana gdy wracała do domu, pisali dzisiaj w gazecie, że znaleźli ją w alejce niedaleko salonu..- powiedziała łamiącyym się głosem, a po chwili popłakała się. Przytuliłam ją mocno do siebie.
- już cicho.. wiadomo chociaż kto to zrobił?- spytałam.
- nie wiem, ale z teco co znaleźli koło niej wynika, że potraktowała go scyzorykiem, który nosiła cały czas w torebce. Był cały w krwi, ale jeszcze nie wiadomo kogo..- odpowiedziała cicho, a mnie zamurowało. Czyżby to zrobił Louis? Nie to.. ale wszystko do siebie pasuje.. zacisnęłam zęby. Niech on mi tylko się pokaże na oczy. Oddaliłam się od niej. Po moich policzkach też zleciało kilka łez. To nie możliwe. Była taką młodą kobietą, miała nażeczonego.. szkoda mi jej i to bardzo, w pracy też była niczego sobie, każdy ją lubił umiała się z każdym dogadać.
- kiedy pogrzeb? - spytałam po chwili.
- w niedziele o 15..- pociągnęła cicho nosem. Westchnęłam cicho.
- idź lepiej do domu, nie jesteś w stanie pracować..- powiedziałam pocierając jej ramie pocieszająco.- zastąpie cię..- dodałam po chwili.
- dziękuję..- szepnęła i gdy się ubrała wyszła z salonu. Czyli sprawcą jest Louis.. a ja tego człowieka trzymałam u mnie w domu.. a jakby zabił i mnie? Westchnęłam cicho i chodziłam po salonie, wycierając blaty, lusterka. Westchnęłam cicho gdy pojawił się jakiś klient, nie chciałam nikogo obcinać do końca mojej zmiany, ale chyba muszę.. spojrzałam na przybyłego, a raczej przybytych klientów. Byli nimi Louis i jakiś brunet.
- wiesz co?! Nie spodziewałam się tego po tobie, mówiłeś, że tylko winni zostają ukarani, ale co ona ci zrobiła?- spytałam przez zaciśnięte zęby. Spojrzał na mnie z uniesioną brwią.
- o co ci chodzi?- spytał skanując moją sylwetkę wzrokiem.
- o tą ranę, o tą dziewczynę,  która ci ją zrobiła, czemu to zrobiłeś?- krzyknęłam w jego stronę.
- hej, spokojnie, za kogo ty się uważasz?! Odejdź, bo pożałujesz, nie wiesz z kim zadzierasz. Louis, kto to jest i dlaczego ona się drze na ciebie o tą suke z wczoraj?!- warknął w stronę chlopaka.
- Zayn, miałeś o niej nie wspominać przy nikim!- warknął w stronę bruneta. Patrzyłam na każdego po kolei.
- och, czyli się wydało, jednak nie jesteś taki dobry w swoiej pracy!- powiedziałam.
- czego ty mała oczekujesz, co?! Zabił ją, bo dźgnęła go nożem, to chyba normalne, prawda?!- odezwał się Zayn. Spojrzałam na niego.
- a czemu?! Broniła się dlatego go zraniła, ale wy macie to w dupie, dla was to tylko dragi, dziwki i kasa w głowie, nie rozumiecie nic, kochaliście kiedyś? On tak. Miała nażeczonego,  prawie męża, ale nie, bo jakiś Louis musiał ją zabić, bo się broniła. Gdzie ty masz mózg do cholery?!- krzyknęłam na niego. Dobrze, że byliśmy sami w salonie, bo przynajmniej nikt nas nie słyszy.
- powiedziałem zamknij się do cholery, kim ty kurwa jesteś, że masz czelność krzyczeć na nas?! - warknął w moją stronę ten cały Zayn i pchnął mnie do tyłu co zakończyło się, że walnęłam w ściane plecami. Spojrzałam na niego, Louis miał racje, on jest od niego gorszy!
- zabił niewinną kobiete, to jest mój problem! Mógł jej nie zaczepiać. - syknęłam w stronę Zayna.
- ona pierwsza skoczyła do niego, bo go poznała z gazet. Nie jego wina, że się do niego rzuciła!- warknął łapiąc mnie za szyje.
- to nie jej wina była, że on jest gangsterem!- powiedziałam ledwo oddychając.
- to już nie moja sprawa, i lepiej nie skacz tak z tym pyskiem do mnie, bo możesz pożałować tego, skarbie..- syknął z twarzą kilka milimetrów od mojej twarzy. Już nie miałam czym oddychać. Złapałam rękoma jego ręke, którą trzymał na mojej szyi i próbowałam odciągnąć ją. Nie udało mi się.
- teraz ładnie zaśniesz i widzimy się później.. - powiedział, ale reszty już nie usłyszałam, bo zemdlałam.

***

Louis P.O.V.

Cóż takie moje zajęcie, zabijanie ludzi. Ja to przy Zaynie pikuś. On jest totalnym ponurakiem. Nie wiem, jak jego rodzice sobie dawali z nim rady. Cóż, co do tej blondyny wczoraj. Skakała do mnie z scyzorykiem i groziła, że pójdzie na policje, więc musiałem ją sprzątnąć. Liam i Niall pewnie się nią zajeli. Jebana dźgnęła mnie w brzuch, to bolało jak cholera! Właśnie stałem z Zaynem w salonie gdzie pracuje Selena. Nawet fajna z niej babka, ale trochę pyskata..
- teraz ładnie zaśniesz i widzimy się później..- powiedział gdy dziewczyna już mdlała.- w piekle..- dodał i puścił jej szyje, a ona upadła na podłogę.
- zabierz ją do nas. Nikt ma niewiedzieć,  że my tu byliśmy, wydrukuj coś w stylu własnej rezygnacji z pracy w jej imieniu i zostaw tutaj, nie ma czasu, ruszaj się..- powiedział do mnie i przejrzał się w lustrze. Jak zwykle. Westchnąłem cicho i wziąłem ją na ręce.  Zaniosłem ją do auta Malika i zostawiłem ją na tylnich siedzeniach. Dziwnie wyglądała taka nieprzytomna, za cicho jest jak ona "śpi" . Wróciłem do salonu i wystukałem coś na komputerze po czym to wydrukowałem i zostawiłem na blacie. Nie wiem po co Zayn ją zabiera, ale pewnie boi się o swoją dupe gdyby ona doniosła na policje. Wróciłem do samochodu i Zayn ruszył.
- wyszczekana jest..- odezwał się i poczęstował mnie papierosem sam odpalając jednego. Spojrzałem na niego.
- wiesz, jeśli będziesz przy niej spokojny to ona też będzie.. zależy jeszcze w jakiej sytuacji..- pokręciłem głową na boki i podpaliłem końcówkę papierosa. Zaciągnąłem się dymem by po kilku sekundach wypuścić go z płuc.

Hej! Jest rozdział pierwszy. Nie wiem kiedy pojawi się drugi, ale mam dużo pracy, w szkole i na praktykach. Mam nadzieję, że podoba wam się to coś. W sumie za pierwszy rozdział wzięłam skę dzisiaj rano, bo sobie tak myślę, a napiszę sobie, bo mi się nudzi i taką niespodziankę im zrobię. No i o tak powstał rozdział pierwszy. I hope you enjoy. Xd poszpanie sobie angielskim, a co mi tam xd. No, więc, dziękuję, że komentujecie, choć pewnie nie będzie żadnego komentarza.. ale Cóż taka  życie gangstera.. więc nie będę się tak tutaj rozpisywać i idę spać bo już jest 24.40 xd do następnego rozdziału: )

1 komentarz:

  1. świetny rozdział! :o
    uwielbiam taką fabułę!
    mam nadzieję, że niebawem dodasz next, dużo weny!

    OdpowiedzUsuń